Barbórka, czyli dzieciństwo bloku. Czekoladowego


Basia. Baśka. Basiula.


Wiem, że będzie już zaspana, gdy wejdę do Jej maleńkiego mieszkanka, ale pociąg wlecze się do Kielc niemiłosiernie.


Nieprzytomna otwiera mi drzwi. Przywitamy się nad ranem.


Świt budzi mnie słońcem nad kościelną wieżyczką i jasnością Muzeum Zabawek i Zabawy. Od razu łapię klimat. Dzieciństwo, zapach lawendy, błogostan, muszkatle w oknach.


- Późno przyjechałaś. Ile czasu masz? Nam kwadrans wystarczy. Blok czekoladowy zrobim, co? Do południa zastygnie. Herbaty nam zrób.


Mamy niecałe dwie wspólne godziny. Wyciągam wiktuały ze Wschodu, więc Basiula uśmiecha się jeszcze szerzej. Wyciąga swój przepiśnik.


- Dawaj mleko i masło. Mleko w proszku i kostka masła.


- Pół szklanki mleka jeszcze daj, wody tyle samo. Roztapiaj. Mocniej mieszaj.


Roztapiam wszystko w garnku i patrzę na jej radość, siwe włosy, wygięte od bólu palce. Całe życie pracowała w Iskrze, na produkcji, ale kochała gotować. Książek nie czytała, ale uwielbiała gotować.

- Rozpuściło się? Z ognia zdejmij. Poczekaj pięć minut jakoś.

Jak droga – pyta. Mówię o spotkaniu w pociągu, z takim facetem, na oko koło trzydziestki. Że miał wspomnienie z Białegostoku. Pamiątkę, bo pod miastem miał kobietę, dziecko Jej zrobił, więc teraz alimenty musi wysyłać, a z dzieckiem się w sądzie widział ostatnio ze trzy lata temu. Że do przedziału wszedł z piwem w kieszeniach. I częstował. Z taką młodą dziewuchą wszedł, nieco zniszczoną, do Zakopanego jechali. Ale nie pozwalał Jej się odzywać. Bo oni nie pracują, tylko zwiedzają. Że kupił bluzę najka wczoraj za jakąś chałturę na budowie. I że śmierdział fajkami.


- Kakao dodaj, no do koloru. Te z wiatrakiem. Ze sześć – siedem łyżek. Mieszaj, dzieciaku, mieszaj. Dawaj orzechy, te laskowe, no garść ciapnij. I żurawinę wzięłaś od Was? No, też garść daj. Ryżu preparowanego dorzucę. Tak ze dwie garści i herbatniki. Pokrusz trochę, dawaj ze dwie paczki. Mieszaj, bo już gęste. Pomarańczę wyciśnij, żeb smak lepszy był. Mieszaj, mieszaj.


Ryż preparowany dla mnie, koniecznie. Basiula wie, że ja lubię blok czekoladowy z ryżem preparowanym i żurawiną. Nie każdy lubi. Basiula wyciąga foremki po margarynie. Taki recykling ekologiczny, z przyzwyczajenia, jak mówi. Żeby nic się nie zmarnowało. Ja wyciągam formę silikonową. Taką nowoczesną niby, co to się Basi w kolorowej gazecie na reklamie spodobała ostatnio.


- To dla Ciebie, na imieniny. Na Barbórkę. W prezencie.

Obie cieszymy się jak dzieci.


- Jogi swoje włącz mi teraz. I jakąś muzykę. O, Jantar mi włącz. Ty ich nie słuchaj, ja nie jestem taka -o- lesbijka, tylko taka dziewczyna mieszkała ze mną. Nie miała gdzie się podziać. Jak wrócisz już z tej swojej uczelni, to pójdziemy do kościoła – widzi mój błagalny wzrok - Do muzeum zabawek najpierw, dobrze, już dobrze. No toż to największe w Polsce. Tylko zjedz śniadanie.


Basiula wie, że nigdzie nie ruszę się bez śniadania. A po południu będzie czekała na mnie nagroda. Blok czekoladowy. Tylko gdzieś kwiaty po drodze kupię. W kościele już dzwonią, wiadomo w którym. Tym obok Muzeum Zabawek. A we mnie odzywa się tęsknota za dzieciństwem. Czekoladowym. Tymczasem Baśka wyciąga przepiśnik i zamyka za mną drzwi. Na schodach mija mnie starszy mężczyzna z bukietem żonkili w wątłych dłoniach. Żonkile w grudniu?




"Małgośka - Mówią mi"

19 views0 comments

Recent Posts

See All