Człowiek może. Rzecz o krwistej rzeczywistości. Subtelna




Do kogo może człowiek mówić. Człowiek może mówić tylko do człowieka.

J. Roth, Fałszywa waga





Jesień nie zamknęła się w tym roku tak jak zazwyczaj. Pozwalam tujom rosnąć na wysokość słupów i latarni. Same sobie pozwalają. Od kilku lat podcinał je Pan Kazimierz. Przychodził w ostatnie dni lata, z butelką bikawera, którą kupował u moich sąsiadów, co to mają masarnię. Fachowo rzucał, że czuje w kościach, że będzie deszcz, że czas na przycięcie gałęzi, że lata już nie będzie. Podlewał tuje byczą krwią, co miało im zapewnić naddatek zieleni. Ja nie mogłabym zostać lekarzem, więc nie podlewam. Z ciekawością dziecka staję w deszczu pod tują patrząc jak czarna ziemia spija życiodajny nektar. Natura odbija zielenią po kilku dniach, świeża świeżością osiemnastoletniego ciała.


W tym koronaroku, czy jak tego nie nazwać, Pan Kazimierz nie przyszedł. Kiedyś, pod sklepem, włączyła mi się moralizatorka, a takiej siebie nie lubię najbardziej. Kupi pani bułkę? A pomidora pani kupi?


A przyjdzie pan przyciąć drzewa? A trawę pan skosi? Gniazdka pan dokręci? Dobra nasza, nie mówi do mnie per kierowniczko.


A przyjdę. A niech pan przyjdzie.


A przychodzi. Jaki ja tam pan. Odwraca sobie wiadro po farbie, siada w garażu i kurzy. Przynoszę nam kawę. Radio mi potrzebne, mówi. Piszę na fejsie, ktoś znajomy ma radio. Pan Kazimierz nie ma fejsa, nie ma nawet telefonu. Jest albo był inżynierem. Ale to się chyba jest dożywotnio, nie wiem. Córka dostała się na Sorbonę, musieli sprzedać dom, ale kupili dwa małe mieszkania, a reszta poszła na studia córki. No nic, wstaje i bierze się za robotę.


Kupi pani papierosy. I może barszcz jest.


Jest, mówię. To obiad pan z nami zje. Kupuję laleczki, prosto z Łomży, a słońce praży jeszcze wysoko. Dziadek Antoni też pił laleczki. I też nie miał fejsa, tylko psa Kapsla. I robił ławki do kościołów, a w ogródku hodował buraki. Podłużne, hartowane słońcem buraki.


Latem przeważnie obiad pod wiśnią. Jak wtedy, gdy mam 10 lat i siadam na moim dachu świata, pachnącym rozgrzaną papą i żywicą drewna, pod koroną wiśni, z kotem na brzuchu, z książką na kolanach. Wyciskam okrągły owoc, zaglądam w bordowy gibki i żylasty miąższ. I strzelam pestką.


Tymczasem Pan Kazimierz siada do stołu, próbuje przyczesać włosy. Mężczyźni zawsze przy stole próbują przyczesać włosy gestem Forresta Gumpa. Pan Kazimierz ma długie ręce i długie nogi. Mój dziadek Nikodem też miał taką pajęczą fizjonomię. Nie muszę zamykać oczu, żeby Go zobaczyć. Ale nie mówię gościowi o dziadku, o tym, że to on sam jest dla mnie trochę jak ten dziadek, który spłodził dużo dzieci, miał kolejarski mundur, ale chował się w swoim pokoiku pachnącym machorką przed zrzędzeniem babci, czytał Tygryski i nabijał lakmusy. Był szorstki, uśmiechnięty i niewiele gadał. Karty to nie dla dziewczynek, mówił, ale pod wieczór sam grał na ławce z sąsiadami. Ja siadałam na kamieniu obok. Umiałam przewidzieć każdy ruch dziadka, gdy rżnęli w kanastkę. A potem szłam z babcią nad rzekę, na bosaka, z górki na pazurki. W mieście nie mogłam chodzić bez butów, ale na wsi mogłam usiąść nad zimnym strumieniem i chrupać świeże, pachnące rozłupaną ziemią marchewki. Mogłam godzinami gapić się, jak chłodna woda obmywa je z czarnizny. A u źródełka pod mostem pojawia się śliska jaszczurka.


Pan Kazimierz, no nie wiem, gdzie mieszka i czy w ogóle mieszka. Tego dnia mówi mi tylko, że najbardziej na świecie by chciał, żeby żona mu wybaczyła. Bo On już nie pije. Tylko czasami. Tylko troszkę, gdy boli. Żeby otworzyła drzwi i żeby nic nie mówiła. Tylko żeby byli pogodzeni. Nie pytam, nie zwykłam pytać. Ja wiem, on też swoje wie.


Teraz mamy ten 2020 rok, a zima nie chce nadejść. Zaparła się i nie chce. Więc zajeżdżam na giełdę, proszę o podłużne buraki, takie na zakwas. 20 sztuk. Czosnek dostaję gratis. Biorę brudną marchew, dwa złote za kilogram, myta za dwa pięćdziesiąt. Gadamy z kwadrans, a czemu ziemniaki mają nowe imiona, pytam. A tak, dla reklamy, odpowiadają ci sami hodowcy co zawsze. Ania, Milena. Czemu nie Robert albo Tomek, pytam. Bo kobiece imiona lepsze. A czemu buraków nie nazwali. A nie wiedzą. Obok w lnianych worach liście laurowe, ziele nie wiedzieć czemu angielskie, pieprz ziarnisty.


Potem kroję buraki w sprężyste plastry, na dno rzucam metodologicznie siedem liści laurowych, siedem ząbków czosnku, tyle samo ziaren pieprzu i ziela angielskiego. Zalewam kranową wodą, bo ona siedzi tam w podziemiach i ma się dobrze. Zakwas się dzieje. Czekam, każdego dnia bawię się w Skłodowską, Radium Girl. Zawsze muszę mieć przezroczysty słoik, chociaż zalecają kamienny gar. Ja muszę z fotograficzną dokładnością kontrolować poziom wzrostu koloru, nasycenia barwą, zapachem. Codziennie zbieram szumowiny i gapię się pod światło. Po czterech dniach odstania w ciepłym można już połączyć zakwas z zupą, do której wrzucam okrągłe jak wiśnie buraki, kwaśne jak życie jabłko. Myję nieco brudną marchew, która pachnie wilgotnym latem, dorzucam tę, o - włoszczyznę. Tylko muszę uważać, żeby nie zagotować zakwasu, gdy już gęsty i lepki wleję do wywaru.


Czekam cierpliwie całą noc na spróbowanie. Może nadchodzić Szczodraja nocz. Mogą nadchodzić Święta. Tylko biały obrus, tylko to siano. Żeby było jak na święto duchów A.D. 2020. Albo jak wtedy, gdy na studiach przerabiamy Dziady na cmentarzu, w nocy. Żeby nic nie przeszkadzało mi w odbiorze, a trajkotanie myśli i słów nie musiało wyrywać z zamyśleń. I żebym nie musiała się zastanawiać, ile talerzy postawić. I czy to prawda, że samotni wędrowcy chodzą parami. I brat. XXI wiek, zdobywamy kosmos, walczymy zdalnie z pandemiami, a ja nie mogę znaleźć człowieka.


Idę pod nagą wiśnię ze szklaneczką barszczu. Charakterny kot swoim psim zwyczajem bezszeleści za mną. Wędzarka u sąsiada jeszcze cicho dymi, łączy się z poranną mgłą.


Odpalam wiśniową fajeczkę z amforą, taką od wielkiego dzwonu. Jak wtedy w Giżycku, w ulubionej jazzowej knajpce 10 na 10. Byczo, subtelnie byczo. Nie chcę zamykać oczu, chcę nacieszyć się światem.


Teraz już zawsze będę miała 10 lat. Już zawsze będziemy mieli siłę. Będziemy pogodzeni.




"Małgośka - mówią mi"

9 views0 comments

Recent Posts

See All