Przytulmy się

Przystańmy na moment.

Nagonka stój!

STÓÓÓÓÓJ, KURWA.

GDZIE LEZIESZ JEDEN Z DRUGIM!

NIE SŁYSZYSZ KOMENDY STÓJ?


Myśliwi robią sobie przerwę. Ściągają sztucery, opierają o drzewa, okowitę z termosów rozlewają, i z ust im paruje wilkiem. Zakręcą wąsa, chwilę pomyślą.

Dziś nie w rozmowach, a na platformach szlifuje się argumenty, przekonuje, udowadnia, a najczęściej opierdala lub ośmiesza. Poza wspomnieniami, zdjęciami z przeszłości, manifestujemy głównie niezgodę, to ona przyciąga innych. Wchodzimy w pozorne związki z coraz większą liczbą ludzi, które jednak nie mają znaczenia. Łatwo z nich wyjść, bywa, że nawet niezauważonym. Łatwo znajdziemy nowe, równie nietrwałe związki, bo nie rządzi nimi wspólna sprawa, a ego; czyli moje poczucie niezależności, indywidualności, racji i autonomii. Jeśli któreś z powyższych zostaje podeptane, albo nawet zminimalizowane, wycofujemy się.

Anonimowość stała się siłą i zaprzeczeniem tej siły zarazem. Wchodzę i wychodzę bez skutków ubocznych. Tak samo działa, kiedy coś nam się spodoba. Mechanicznie podnosimy kciuk, bo wydaje się, że znaleźliśmy niezłego autora. Być może tak się dzieje, ale najczęściej lubimy go tylko na chwilę, i bez przywiązania.

Wkroczmy do naszej historii. Oto na stworzonej przez osobę A platformie, swoje słowa w formie luźno powiązanych przemyśleń zostawia osoba B. Dla jednych tekst jest infantylny, dla innych nieomylny. Dla czytelniczki C, tekst autorki B wydaje się infantylny. Daje temu wyraz w komentarzu. Założycielce A nie podoba się to i broni autorki B, uznając, że każdy ma prawo do wyrażania swoich poglądów i niech czytelniczka C lepiej sama pokaże co potrafi. Wchodzącemu na platformę czytelnikowi D, nie podoba się ani tekst autorki B, ani komentarz broniącej jej założycielki A. Za to trafia do niego riposta czytelniczki C. Jako D zostawia tam swój ślad. Na to, jak sfora, pojawiają się i rzucają do gardła kolejne literki: E, F i G, ostatecznie wygryzając czytelniczkę C z platformy.

Co ciekawe, twórczyni platformy A, zależało na szczerości.

- Bądźmy sobą - powtarzała - zaklinając rzeczywistość.

W jednej ze scen filmu Ikar – legenda Mietka Kosza, staczający się Mietek, nerwowy i poirytowany, ruga na próbie kolegę kontrabasistę, który nie słyszy, że grany jest inny dźwięk.

- Jak tego nie słyszysz, to nie graj! - drze się genialny pianista.

Wkurwiony, sfrustrowany i na życiowej pochyłej, wciąż ma talent, który bryluje i świeci jakby z dna górskiego źródła. Bije zeń blask, niedostępny dla wielu, podobnych sobie grajków.

Czy negowanie talentów może przynieść coś dobrego?

A czy udawanie talentu przyniesie coś dobrego?

Wystarczy zejść z gór, stanąć na poziomie zero u brzegu źródła. Wystarczy przejrzeć się w wodzie. Jeśli znajdziesz w niej swoje odbicie, to jakbyś odkrył brylant, który należy do ciebie. Zanurz ręce. Wyciągnij go. Przytul.

Szczerość - to zejść z gór ego, i z ulgą przyjąć prawdę, nawet tę, że się nie słyszy, że się nie potrafi.

A teraz, nagonka, - zapierdalać.


Eli Buczyński

Ebook

83 views0 comments

Recent Posts

See All